Drugi język w sklepie:co naprawdę trzebaprzetłumaczyć.
Przełącznik języków w nagłówku wygląda na całą robotę. Jest jej mniej więcej jedną piątą, a najdroższa część zaczyna się dopiero po uruchomieniu.
Piszemy o tym z własnej praktyki: nasza wizytówka mówi w dwudziestu językach, a sklep, który budujemy, jest wielojęzyczny od środka. To nie jest tekst o tym, że warto sprzedawać za granicę, tylko o tym, ile pracy naprawdę kosztuje utrzymanie drugiego języka, gdy sklep żyje i zmienia się co tydzień.
Cztery warstwy, nie jedna
Pierwsza warstwa to interfejs sklepu: przyciski, koszyk, komunikaty błędów. Robi się ją raz i zwykle daje ją platforma. Druga to treść, czyli nazwy i opisy produktów, kategorie, teksty stron. Tu zaczyna się prawdziwa objętość i tu najczęściej ląduje AI, bo przy kilku tysiącach produktów nikt tego nie napisze ręcznie.
Trzecia warstwa jest ta, o której wszyscy zapominają: dokumenty i wiadomości. Regulamin, polityka prywatności, formularz odstąpienia, maile transakcyjne, SMS-y o przesyłce. Klient, który dostaje potwierdzenie zamówienia po polsku, wie, że sklep tylko udaje lokalny. Czwarta to warstwa handlowa: waluta, metody dostawy i płatności sensowne w danym kraju oraz podatki. Można mieć idealnie przetłumaczony sklep, w którym nie da się zapłacić.
Prawdziwy koszt to utrzymanie
Tłumaczenie jednorazowe jest tanie i policzalne. Drogie jest to, co dzieje się potem: każdy nowy produkt, każda zmiana w regulaminie i każda promocja mnożą się przez liczbę języków. My mamy na to dwie odpowiedzi. Pierwsza: tłumaczenia AI działają z Twoim własnym kluczem, więc rozliczasz je bezpośrednio u dostawcy modelu, bez naszej marży i bez stawki od sztuki opisu. Druga: brakujące tłumaczenie nie może wywalić strony, tylko musi wracać do języka źródłowego, bo inaczej pierwsza literówka w kluczu zabija podstronę.
Kiedy drugi język ma sens
Ma sens wtedy, gdy masz już ruch z danego kraju albo produkt, który tam wygrywa ceną lub dostępnością. Nie ma sensu jako inwestycja w nadziei, że ruch pojawi się sam. Zanim włączysz język, sprawdź w analityce, skąd naprawdę przychodzą ludzie, i policz, czy masz kogo obsłużyć w tym języku, gdy napisze wiadomość. Technicznie pamiętaj o jednym: każda wersja językowa potrzebuje własnego adresu i poprawnych znaczników hreflang, inaczej Google potraktuje je jak duplikaty i wybierze za Ciebie, którą pokazać.
Drugi język to nie funkcja do włączenia, tylko zobowiązanie do utrzymania. Jeśli masz je czym udźwignąć, otwiera realny rynek. Jeśli nie, lepiej zrobić jeden język porządnie niż dwa po łebkach.